niedziela, 6 marca 2011

O damce, co krakusa kręci*

Jeśli nie pada i nie jest ślisko - jeżdżę. Nawet zdrapywanie szronu z siodełka nie przeszkadza! Kraków buduje ścieżki rowerowe, stawia stojaki, uruchomił pierwszą w Polsce wypożyczalnię rowerów
Wysiadasz z ekspresu z Warszawy. Bierzesz rower spod Dworca Głównego, w dziesięć minut dojeżdżasz przez Rynek na Wawel. Potem jedziesz na Kazimierz na kawę. Zresztą - jedziesz, gdzie chcesz. Masz do wyboru 70 km ścieżek rowerowych. Pierwsza godzina w miejskiej wypożyczalni - za darmo. Musisz tylko wcześniej zarejestrować się w internetowym systemie. Tak jest w Krakowie.

Winogrona rowerów

Są już wszędzie. Zagarniają coraz łapczywiej miasto. Pojawiają się w centrum, pod urzędami, kinami, uczelniami, na bulwarach. Nie wiadomo, kiedy wyjechali z miejskich zieleńców i zaanektowali ulice. W Krakowie nie da się ich nie zauważyć - liczba osób, które wybrały rower zamiast samochodu rośnie w oczach i w statystykach.
Marcin Hyła, koordynator akcji "Miasta dla rowerów", jeździ po Krakowie od ponad 15 lat. - Wtedy, jak widziałem zimą na śniegu ślady roweru, to po bieżniku poznawałem, czyj on jest - żartuje. - Było nas, całorocznych, zaledwie kilku w całym mieście. Teraz w najgorszą pogodę spotykam codziennie kilkunastu zupełnie mi nieznanych ludzi na rowerach. To, co się dzieje, zwłaszcza w sezonie, choćby pod Dworcem Głównym - te winogrona rowerów podczepionych do barierek - mówi samo za siebie - dodaje Hyła. - Zaczęła się "rowolucja".

W Krakowie pedałuje już wszelkiej maści bohema (przyjeżdżają rowerami na Kazimierz, by zjeść śniadanie i napić się kawy), studenci (pod każdą uczelnią widać wianuszek przypiętych byle gdzie jednośladów), rodziny z dziećmi (w weekendy zajmują Bulwary Wiślane), modne dziewczyny w spódnicach i butach na obcasach (na Rynku, pod modnym knajpami). Te ostatnie dbają o to, by rower był uzupełnieniem kreacji. W dobrym tonie jest kupno roweru na targach staroci. Im starszy rocznik, tym lepiej. Do retrodamki zakładają rękawiczki bez palców, przy kierownicy obowiązkowo koszyk na torebkę.

Hyła: - Coraz częściej zdarza mi się - zwłaszcza w sezonie - jechać ulicą w peletonie. Przede mną rower, za mną rower, z naprzeciwka rower. Na skrzyżowaniach też coraz częściej na każdym wlocie stoi albo nadjeżdża rower. A przecież jest zima!

Dwukołowi jeżdżą na damkach, BMX-ach, wartych kilka tysięcy góralach, zdezelowanych składakach, pomalowanych na jaskrawe kolory klasycznych rowerach miejskich.

Na forach internetowych ci siedzący za kierownicami aut mówią o nich "terrorowerzyści". Bo zapominają, że na ulicach ostatnie słowo należy do samochodów. Bo bezczelnie i coraz głośniej wołają o przywileje. Bo domagają się w kółko ścieżek rowerowych. A przecież publiczną kasę lepiej wydać na ulice dla samochodów. Bo jeżdżą jak wariaci (najgorsze są te zamyślone studentki). Bo mówią o sobie "My". My - krakowscy rowerzyści. A pewnie to jacyś ekolodzy.

Rowerzyści nie pozostają dłużni - kierowców ochrzcili "blachosmrodami".

Na krakowskich stronach "Gazety" od wielu miesięcy toczy się rowerowa dyskusja. Piotr Kubas, student AGH: - Kiedy wsiadam do samochodu, od razu widzę wszystkie przewinienia tych na dwóch kółkach. Ale kiedy przerzucam się na rower, czasami mam ochotę zwymyślać kierowców.

- To nie jest kwestia szacunku rowerzysta kontra? - ? kierowca, ale szacunku jako takiego. Jestem i kierowcą, i rowerzystą, i pieszym i dopiero z takiego punktu widzenia mogłam zweryfikować swe podejście do innych użytkowników drogi. Nie wybiegam na jezdnię w miejscu niedozwolonym, bo już wiem, jak to stresuje kierowcę samochodu. Nie wpycham się wszędzie na rowerze, bo stanowię zagrożenie dla pieszych. Nie trąbię na rowerzystę na drodze, bo wiem, że on słyszy, że jedzie za nim samochód, i musi zachować ostrożność, a klakson tylko go denerwuje - mówi Dagmara, studentka.

Obciachowa damka

Rok temu w Krakowie gruchnęła wieść, że miasto uruchomi własną wypożyczalnię rowerów. Bezobsługową. Pierwszą w Polsce i za unijne fundusze.

Cztery miesiące wcześniej w Paryżu doszło niespodziewanie do rewolucji. W ciągu jednej lipcowej nocy na ulicach pojawiło się 10 tys. miejskich rowerów umieszczonych w 750 stacjach. Mieszkańcy oszaleli na punkcie miejskich rowerów. Entuzjazm wzbudziła ich wszechobecność (w centrum miasta stacje położone są co 300 metrów) i darmowe pierwsze 30 minut korzystania z systemu. Jednoślady nazwano velibami - od velo liberte. Nazwa oznacza darmowy rower lub rowerową wolność. Niedługo po premierze veliba świętowano sukces całego systemu w postaci milionowego użytkownika.

To komunikacyjna rewolucja - delektowała się prasa. "Inicjatywa daje pozytywny obraz idealnego miasta wyposażonego w środki transportu bez spalin" - czytamy w internetowym magazynie cafebabel.com.

Kiedy Francuzi mieli już swoje veliby, krakowianie czekali na system o nazwie BikeOne. Idea od razu wzbudziła skrajne emocje. "Wypożyczalnia? Nierealne! Już widzę na Rynku stojące stacje do wypożyczenia - pomiędzy ogródkami kawiarni" - komentowali internauci. - Kto wymyślił stojaki, które już w PRL uchodziłyby za paskudne i brzydkie? - posypały się głosy oburzenia, kiedy pokazano, jak będą wyglądały tzw. stacje bazowe.

- Kto będzie chciał jechać na takim obciachowym damskim rowerze? - narzekali inni.

17 listopada pierwsza w Polsce wypożyczalnia wystartowała. W centrum miasta ustawiono jedenaście betonowych stacji z elektronicznymi zapięciami na rowery. Są m.in. pod Wawelem i Muzeum Narodowym, koło Poczty Głównej i na trzech rondach - na początek sto niebieskich rowerów.

- Ponad 460 osób zarejestrowało się w systemie. Tylko w pierwszym tygodniu rowery wypożyczono 800 razy - mówi Rafał Malinowski z firmy Sanmargar, która przygotowała wypożyczalnię dla miasta, a teraz nią zarządza.

Więcej niż cuda Tuska

Dagmara, Aleksander, Monika i Franciszek czekali na miejską wypożyczalnię rok. Aleksander pracuje w agencji reklamowej, miejskim rowerem jeździ co dnia. Czasem wyskoczy po zakupy na popularny warzywniak w centrum, raz był na wystawie Zofii Stryjeńskiej w Muzeum Narodowym. Trasa Alka to plac Inwalidów - rondo Grzegórzeckie. Odkąd przesiadł się z tramwajów na rower BikeOne, oszczędza na dojazdy około pół godziny. - Dzięki temu rano mogę wstać kwadrans później. Kiedy wracam, Kraków stoi w korkach, które dotykają nawet uprzywilejowane tramwaje. Ja omijam sznur trąbiących na siebie kierowców rowerem. W domu jestem o 20 minut wcześniej - zaznacza.
Dagmara studiuje i prowadzi własną firmę. - Kraków to miasto, które powinno stawiać na rowery. Odległość, którą pieszo przejdę w 15 minut, samochodem przejadę w godzinę. Do tego parkowanie w centrum to coś więcej niż cuda w rządzie Tuska. Niemożliwe. Dlatego wypożyczalnia to strzał w dziesiątkę! - mówi. Dagmara ma własny rower, ale rzadko używa go jako środka komunikacji. - Przede wszystkim dlatego, że nie ma go gdzie bezpiecznie zostawić, a do urzędu czy banku mnie z nim nie wpuszczą.

Franciszek, pracuje w jednym z krakowskich wydawnictw, ma swój rower, ale jeździ miejskim. - Bo własny rower to również własna odpowiedzialność za koszty serwisu czy kłopot w przypadku kradzieży. Za cenę dwóch dętek mam rower na miesiąc i zero kłopotów. Roweru nie zostawiam poza stojakami BikeOne, więc nie boję się kradzieży - reszta mnie nie obchodzi.

- Przestałam jeździć własnym rowerem. Nie muszę iść rano do piwnicy, pamiętać o zapięciu, wszystkich kluczach; naprawdę mi ulżyło! - zachwyca się Monika, nauczycielka.

- Pracuję trzy kroki od Rynku Głównego, do pracy dojeżdżam samochodem, ale kiedy tylko jest ładna pogoda, biorę miejski rower - mówi Bartek, mieszkaniec eleganckiej dzielnicy Wola Justowska.

Tylko nie parkuj przy knajpie

Krakowscy rowerzyści do cichych i biernych nie należą. Domagają się przestrzeni dla swoich pojazdów. Rok temu petycję o budowę nowych ścieżek do prezydenta miasta podpisało 7 tys. osób! Teraz rowerowe arterie liczą tylko ok. 70 km.

- Władza jak zwykle nie nadąża, nawet za rowerem - choć w tym roku dla rowerzystów odblokowało się kilka dotąd trudno dostępnych tras - mówi Hyła.

W ubiegłe wakacje cykliści wdali się w kłótnię z restauratorami, która odbiła się szerokim echem w krakowsko-knajpianym światku. Przy ul. Brackiej właściciel prywatnej kamienicy zakazał przypinania rowerów do kraty w bramie prowadzącej w tętniący życiem, zapełniony o każdej porze zaułek ogródków, pubów i klubów. Rowery zawadzały właścicielom modnego klubu. Awantura zakończyła się wielką akcją montowania stojaków, którą wspólnie z rowerzystami zainicjowała "Gazeta". W końcu miasto kupiło i zainstalowało w centrum stojaki za 100 tys. zł.

Ale rowerzyści są nienasyceni. Monika: - Trzeba koniecznie zwiększyć liczbę stacji i rowerów. Stary Kleparz, Podgórze, Kazimierz - obowiązkowo. - Zobaczycie to dopiero początek rewolucji, inne miasta pójdą za Krakowem.
Joanna Jałowiec

* tekst opublikowany w Gazecie Wyborczej

wtorek, 13 lipca 2010

Lato w wielkim mieście

Dziś na blogu fantastyczne, wakacyjne klimatem zdjęcia, które podesłał mi fotograf Daniel Staniszewski w trosce o uparcie milczący licznik nowych postów. Cycle chic dziękuje i zaprasza do oglądania duuużej letniej galerii. Zdjęcia rowerowe i nie tylko autorstwa Daniela można zobaczyć tu.





Street warrior. Jak widać japonki to nie jedyne obuwie sprawdzające się w upale.


Groszki i róże czyli klasyka w wydaniu cycle chic




Maxi torebka i mini - ubiór. Typowe dla rodzaju żeńskiego:)






To moje ulubione zdjęcie. Rowerzystki niczym amazonki i tramwaj, w którym temperatura latem osiąga wartości zbliżone do tych w saunach.


Cycle chic come back

Po wielu dniach przerwy, dwóch zepsutych kompach, utracie kilkuset zdjęć i innych kataklizmach szykowni rowerzyści wracają na bloga. Dziś zdjęcie zrobione przez panią Annę z marcepanu, wielbicielkę kolorów, której zapiski możecie poczytać tu




Fot. Marcepanowa

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Rower na korek

Już niedługo w Krakowie zacznie się komunikacyjny armageddon spowodowany remontami ulic (Długa, Basztowa) i skrzyżowań (rondo Ofiar Katynia). Jako środek transportu polecamy obiekty ze zdjęcia poniżej:

>


A tu galeria rowerzystek i rowerzystek tuż sprzed świąt.




na sportowo w wydaniu cycle chic








Na pierwszym planie zastęp jednośladów zaparkowanych przed Bunkrem Sztuki, w tle właścicielka...


czerwonej ślicznotki

wtorek, 23 marca 2010

Spring is coming!

To już nieodwołalne. 21 marca rowerzyści utopili w Wiśle marzannę będącą symbolem przepisów rowerowych, które już wkrótce mają szansę się zmienić. Na rynek przyjechało blisko 100 osób Zdjęcia tu.. Tak duża frekwencja spontanicznej (skrzykniętej w 3 dni) imprezy bardzo cieszy i pokazuje, że Kraków rowerem stoi.
A tacy byli 21 - marcowi rowerzyści ustrzeleni cycle chicowym obiektywem.

Pani Wiosna 2010



















czwartek, 25 lutego 2010

Szał zakupów

Pojemność plecionych koszyków nie zna granic:)




Przypadek? Czy kolor - przeznaczenie?